with 13 komentarzy
Silna wola w odchudzaniu

Silna wola w odchudzaniu - czy jest potrzebna, żeby schudnąć? A może to tylko powtarzany w kółko mit? Hmm. To może opowiem Ci o dwóch Beatach. Ciekawe, która z nich będzie Ci bliższa.

 

Beata Studentka

Beata zaczyna studia, mieszka poza domem. Na początku wykupuje obiady na stołówce i trochę tyje. Nie przejmuje się. Nie wiadomo kiedy zaczyna myśleć o odchudzaniu. Po prostu stara się jeść mało, kiedy jest na uczelni, bo wtedy łatwiej ignorować głód. Za to po powrocie do akademika nadrabia zaległości. Zaczyna liczyć kalorie, żeby nie przekraczać 1000 dziennie. W czasie studiów czyta książki z zakresu zaburzeń odżywiania i pisze na ten temat prace. Ze swoim jedzeniem nie potrafi sobie jednak poradzić. Najwięcej tyje w czasie wakacji w Stanach. Je tam w sposób, którego nie lubi wspominać. W Polsce nawyki poprawiają się, a do tego wiosną zaczyna biegać i chodzić na fitness. Chudnie, ale nadal kiepsko je. Na diecie kopenhaskiej wytrzymuje jeden dzień, a drugiego już nie może patrzeć na kurczaka i sałatę. Kiedy eliminuje węglowodany z diety, po tygodniu traci 1 czy 2 kilogramy, ale potem rzuca się na pieczywo i słodycze. A kiedy próbuje jednodniowej głodówki, wytrzymuje tylko kilka godzin. Dużo myśli o jedzeniu i o nim mówi. Wszystko niezwykle jej smakuje i nie potrafi powstrzymać się od jedzenia. Często przejada się i podjada. A bufety i szwedzkie stoły to dla niej przekleństwo. Zastanawia się, dlaczego jest taka bezsilna wobec jedzenia. A równocześnie tak ambitna i wytrwała i osiągająca sukcesy w innych dziedzinach.

 

Beata Mama

Beata niedawno urodziła swoje trzecie dziecko. Karmi je naturalnie. Z resztą tak jak dwoje poprzednich. Przy pierwszym dowiaduje się, że z dnia na dzień – po porodzie – musi natychmiast zmienić dietę – nie może zjeść ani jogurty ani surowego jabłka, o smażonym nie wspominając. Trzyma tę dietę całymi tygodniami, chudnie bardzo szybko. Kiedy już wydaje się, że maluszek lepiej trawi, dostaje alergii. W zasadzie uczula go wszystko. Jedzenie Beaty jest bardzo mało urozmaicone. Bez słodyczy, nabiału, cytrusów, truskawek, pomidorów, orzechów. Przez 8 miesięcy. Przy następnym synku ponad 10 miesięcy, a przy trzecim prawie rok. Wytrzymuje na diecie bez większego problemu. Choć ma ochotę na pokarmy, których sobie odmawia, nie rzuca się na nie w chwilach słabości. Nie przejada się, nie podjada. Często nawet chodzi głodna. Prawie nie myśli o jedzeniu. A wręcz musi sobie o nim przypominać, żeby nie chudnąć tak szybko i przede wszystkim mieć pokarm dla dzieci. Nie tyje nawet, kiedy już może jeść wszystko – nie rzuca się na jedzenie. Oczywiście w czasie diety czasem skubnie coś z zakazanej listy – organizm domaga się różnorodności. Jednak kostka czekolady, plaster sera, 3 orzechy czy pół pomidora to nie jest duży problem. Szybko jednak wraca na wybrane przez siebie tory, jeśli zauważ objawy alergii u dzieci. Brak silnej woli nie jest jej problemem. Jedzenie nie ma nad nią władzy. Tak naprawdę jest tylko pokarmem, koniecznością. A nie słabością.

 

Co różni te dwie Beaty?

Czy sytuacja życiowa? Cóż - wiele kobiet tłumaczy swoje kłopoty z wagą i odchudzaniem tym, że nie są już takie młode; że tak im po ciążach zostało; że nie mają czasu dobrze zjeść ani ćwiczyć, że mają wolny metabolizm czy grube kości itp. itd. Historia tych Beat, a w zasadzie jednej – Beaty studentki (młodszej, wolnej, bezdzietnej) i Beaty dorosłej (starszej, mamy trójki dzieci, zabieganej) nie potwierdza tych tez. Tez, które tak naprawdę są wymówkami. Bo o co tu tak naprawdę chodzi?

 

Te dwie Beaty różni tylko jedna rzecz: Pierwsza z nich zajada emocje i stres a druga już nie ma tego problemu.

 

Obie mają ten sam wrodzony metabolizm (u pierwszej rozregulowany co prawda głodzeniem i przejadaniem się), tak samo grube kości i te same cechy charakteru – są ambitne, uparte i wytrwałe. A jednak ta pierwsza nie ma silnej woli wobec jedzenia!

 

Dlaczego tak się dzieje?

Bo tam, gdzie w grę wchodzi zajadanie emocji i stresu nie mam mowy o silnej woli!

Silna wola w odchudzaniu to pewien mit.

 

Bo jeśli zajadasz emocje i stres, czyli gdy jedzenie służy Ci do regulowania Twojego samopoczucia (jesz dla relaksu, przyjemności, w nagrodę, rozładowania złości czy dla pocieszenia.), to ono Tobą rządzi! I czyni Cię bezsilną/ym. Łatwo tracisz kontrolę.

 

A jeśli nie używasz do tego celu jedzenia, czyli gdy jesteś w dobrym kontakcie ze swoimi emocjami i potrafisz sobie radzić ze stresem i problemami, to jedzenie jest tylko jedzeniem i nie musisz z nim i ze sobą walczyć! Silna wola nie jest Ci potrzebna!

 

Pomyśl o alkoholu. Jeśli człowiek nie ma problemu z alkoholem, to sobie wypije od czasu do czasu, nie traci nad tym kontroli, łatwo może przestać, a nawet jak mu się zdarza przeholować, to na jakiś czas ma nauczkę. Ale silna wola nie jest mu potrzebna. To przychodzi naturalnie.

 

Jeśli jednak jest uzależniony od alkoholu, to on nim rządzi. Jest wobec niego bezsilny!

 

Podobnie z każdym innym zachowanie, wobec którego można się uzależnić – zakupy, internet, seks, hazard itp. Zwykły człowiek nie ma z tym problemu i nie musi wykazywać się jakąś szczególnie silną wolą.

 

Ale jeśli zaczyna czuć się bezsilnie, zaczyna tracić kontrole, to znaczy, że wchodzi na drogę uzależnienia.

 

Silna wola w odchudzaniu - zdjęcie stołu

 

Dlaczego Ci o tym piszę?

Bo chcę Ci powiedzieć, że jeśli czujesz się BEZSILNY/A wobec jedzenia, gdy próbujesz nie jeść jakiś określonych produktów, a potem się na nie rzucasz i kończysz z wyrzutami sumienia, to wcale NIE oznacza, że coś jest z Tobą nie tak. To NIE oznacza, że jesteś gorszy/a od osób, którym świetnie idzie trzymanie się diety.

 

To tylko oznacza, że w którymś momencie Twojego życia, jedzenie zaczęło pełnić rolę, której nie powinno pełnić.

 

Zaczęło zaspakajać potrzeby, których nie powinno zaspakajać.

Zaczęło regulować emocje w stopniu, który nie powinien mieć miejsca.

 

Jedzenie jest tylko jedzeniem. Jedzenie jest odpowiedzą na głód. Czasem może sprawić nam przyjemność, czasem towarzyszy relacjom międzyludzkim, czasem może być nagrodą a czasem sposobem na odstresowanie.

 

Ale jeśli jedzenie staje się Twoim największym przyjacielem, największą miłością, największą przyjemnością, jedynym ostresowywaczem, jedynym sposobem na radzenie sobie z nieprzyjemnymi emocjami, najwspanialszą nagrodą czy wypełniaczem Twojej wewnętrznej pustki, to rodzi się problem.

 

Problem, którego objawem jest brak silnej woli wobec jedzenia. Tycie, nieumiejętność schudnięcia i ciągłe niezadowolenie z siebie. Problem, który pozostawiony sam sobie, nie zniknie.

 

Co z tym zrobić?

Najważniejsze, to sobie to uświadomić. Zobaczyć, że brak silnej woli wobec jedzenia NIE jest Twoją stałą cechą, przez którą jesteś gorszym człowiekiem (gorszym od tych wszystkich, którym udaje się przestrzegać diet)!

 

Brak silnej woli jest tylko objawem, że jakiś aspekt Twojego życia wymaga zaopiekowania. Że są w Twoim życie takie potrzeby, które zaspakajasz jedzeniem, choć nie jest to jego zadanie. Że potrzebujesz być w lepszym kontakcie ze sobą i swoimi emocjami. Że to właśnie Twoje emocje domagają się uwagi, a Ty zagłuszasz je jedzeniem.

 

Kiedy już sobie to uświadomisz, to możesz zacząć nad tym pracować.

Dla pewności możesz wykonać ten test, aby sprawdzić, czy Twój sposób jedzenia wskazuje na zajadanie emocji i stresu.

 

Czy zajadam emocje i stres?

 

Jak się zmieniać?

Metody są różne. Ja o swojej zmianie napisałam TUTAJ Zrobiłam to bez pomocy specjalisty, ale już sama wtedy byłam psychologiem, więc było mi łatwo. Można więc udać się do psychoterapeuty czy do coacha.

 

Można spróbować terapii grupowej, albo warsztatów psychologicznych. Można zacząć prowadzić dzienniczek uczuć lub inny pamiętnik, który pomoże Ci poprawić kontakt ze sobą i swoimi emocjami.

 

Można też skorzystać z wiedzy i doświadczenia osoby, która ma ten problem za sobą. Wie, jak to jest i wie, jak sobie z tym poradzić. Zapraszam więc do mnie. Ja w oparciu o moje przeżycia i  porządną psychologiczną wiedzę, przygotowałam program (kurs) online dla kobiet EMOCJI SIĘ NIE JE, który również w istotny sposób pomaga zwiększyć samoświadomość i zawiera wiele przydatnych wskazówek i trików, jak radzić sobie z jedzeniem emocjonalnym. Możesz o nim poczytać i poznać opinie uczestniczek poprzednich edycji TUTAJ.

 

Silna wola - moim zdaniem to mit (o innym powodzie, dlaczego silna wola nie działa, napisałam TUTAJ). Wcale je nie potrzebujesz!!!

 

Zamiast silnej woli, potrzebujesz się bardziej przy sobie zatrzymać i sobą zaopiekować! I dokonywać wyborów, które Ci służą i do których jest przekonana/y.

 

A jeśli ten tekst wywołał u Ciebie jakiś rodzaj dyskomfortu, to nie musisz radzić sobie z tym samemu. Możesz dołączyć do grupy na FB Odchudzanie bez jojo TUTAJ, lub po prostu to mnie napisać TUTAJ. Wiem, co przeżywasz.

 


P.S. Jeśli tekst Ci się spodobał, to proszę zostaw po sobie ślad - polub, skomentuj, udostępnij.

Jeśli się nie zgadzasz - napisz. Chętnie podyskutuję.

 

Zapraszam też do mojej Coachingowej Grupy Wsparcia - ODCHUDZANIE BEZ JOJO na FB

oraz na stronę programu online dla kobiet

 EMOCJI SIĘ NIE JE

 

Na Facebooku znajdziesz mnie tutaj. Zapraszam do polubienia.

Beata

Follow Beata Nowicka - Misiewicz:

Jestem akredytowanym coachem, psychologiem, socjologiem, trenerem umiejętności psychospołecznych, nauczycielem psychologii. Od lat zajmuję się pomocą psychologiczną, terapią, szkoleniami i coachingiem. W swojej pracy zetknęłam się z setkami ludzi i problemów. W ośrodku leczenia uzależnień, poradni zdrowia psychicznego, warsztatach terapii zajęciowej, szkołach. I wciąż wierzę, że w ludziach drzemie niesamowity potencjał. Że oni sami znają odpowiedzi na swoje pytania i potrafią znaleźć rozwiązania dla swoich problemów. A mnie niesamowicie cieszy towarzyszenie moim klientom w tych poszukiwaniach i osiąganiu zamierzonych celów. Prywatnie żona i mama trzech maluchów. Miłośniczka podróży, fotografii, książek, muzyki - poznawania, doświadczania, odkrywania. Kontakt Tel. 511 745 424

  • Świetny wpis, przeczytałam z przyjemnością! 🙂

    • Beata Nowicka-Misiewicz

      A dziękuję pięknie 🙂

  • Gdzie nie spojrzeć, nasze niezaspokojone potrzeby dają o sobie znać 🙂 No i wiem przecież, że pączek z makiem nie pomoże na dłużej niż 5 minut…a jednak 😉

    • Beata Nowicka-Misiewicz

      no co zrobić! 🙂

  • a ja emocji nie zajadam..ba nawet jak mem nerwy czy cow to w ogole nie jem i to chyba jest najgorsze bo przez jakis czas liczylam sobie dzienna kalorycnosc i przez 90% miesiaca mialam mniej niz organizm potrzebowal do funkcjonoowala a z wagi nic nie zlecialo i teraz uwazam ze nie wolono niedojadac i najwazniejszy jest ruch! 🙂

    • Beata Nowicka-Misiewicz

      tak, jak najbardziej się zgadzam. Jeśli nie jemy wystarczająco, to organizm zwalnia metabolizm, żeby funkcjonować. A dodatkowo stres działa w taki sposób, że utrudnia chudnięcie, czyli pod wpływem stresu odkłada się tłuszczyk, nawet jak nie jemy tłustych rzeczy! Lepiej jeść więcej, i tak jak piszesz – rozbujać metabolizm aktywnością fizyczną. A do tego dbać o relaks 🙂 Dziękuję, za komentarz 🙂

      • z tym relaksem to najciezej chyba, ale basen relaksuje <3

        • Beata Nowicka-Misiewicz

          można łapać chwile relaksu w ciągu dnia, tylko trzeba najpierw zauważyć u siebie taką potrzebę. A basen – super sprawa!

  • Dawno nie czytałam tak porządnego artykułu i w tak prosty sposób przedstawiającego problem:) Gratuluje, jestem pod wrażeniem:)) Dołączyłam do grupy, przymierzam się do kursu:)) Po latach doszłam do tego, że naleśnikami i racuchami rekompensuje sobie brak poczucia bezpieczeństwa. Słodkości przypominały mi dobre chwile z dzieciństwa. Zaopiekowałam się sobą i jest progres:))

    • Beata Nowicka-Misiewicz

      Bardzo dziękuję za miłe słowa. I trzymam kciuki za dalsze naprawianie apetytu 🙂

  • Julka W

    Ehh, ja niestety o ile trzymałam na dystans koncepcję zajadania emocji, o tyle po przeczytaniu kilku Twoich postów dochodzę do wniosku, że u mnie w tym tkwi sedno. Kilka dni diety, po czym rzut na słodkie. Jak jestem zła czy smutna, to z automatu mam w głowie ulubioną czekoladę… Staram się nad tym panować, ale czasem ta ochota tak za mną chodzi, że ulegnę. Póki co spróbuję sama walczyć zapisując emocje, analizując je bardziej, bo mam dużo wydatków, więc nawet na kurs nie mogłabym sobie pozwolić, ale może mogłabyś coś jeszcze podpowiedzieć? Jak eliminować te emocje, co z nimi robić? Najczęściej złość wywołuje zachowanie córki. Jest mała, bo ma 3 lata, odbieram ją z przedszkola zmęczona po pracy, a ona albo od razu z niewyjaśnionej przyczyny zaczyna mi jęczeć, albo po jakimś czasie zaczyna być niegrzeczna… I to mnie wyprowadza z równowagi, wtedy mam największą ochotę na słodycze (bo one są moją słabością). Pomocy 🙁

    • Beata Nowicka-Misiewicz

      Powiem prosto z mostu – to, co mnie nie pokoi, to to, że zarówno sobie jak i córce nie dajesz prawa do przeżywania emocji. Pokonanie zajadanie emocji, to nie jest eliminowanie emocji, tylko ich dopuszczenie do siebie, zaakceptowanie i przeżycie! Tak długo jak z nimi walczysz, będą silne. Kiedy przestaniesz walczyć, będziesz mogła je oswoić i będą mnie uciążliwe.

      Masz prawo być zmęczona po pracy, tak samo jak Twoja córka. Ty jesteś podirytowana, a ona jęcząca i jest”niegrzeczna”. To tylko znaczy, że macie za sobą trudny dzień, że potrzebujecie odpocząć i o siebie zadbać. Emocje są informacjami. Trzeba je czytać. Złość jest często informacją o niezaspokojonych potrzebach – Ty po pracy potrzebujesz spokoju, ale jęczące dziecko Ci go nie daje, więc się złościsz. Ona po przedszkolu potrzebuje odpoczynku, miłości, przytulania itp, ale Ty jesteś zmęczona, więc też trudno Ci dać córce to, czego ona potrzebuje, bo i Tobie tego brakuje, więc robi się „niegrzeczna”

      Piszę „niegrzeczna” w cudzysłowie, bo ja patrzę na dzieci wg zasady „dzieci zachowują się dobrze, gdy czują się dobrze”. Jeśli moje dzieci ( a mam trójkę chłopców 1 rok, 3,5 roku i 7 lat, więc mam doświadczenie) źle się zachowują, tzn, że źle się czują, czegoś im brakuje, czegoś potrzebują. Staram się odgadnąć co to jest i im to dać.

      dziś po pracy, i po odebraniu średniego z przedszkola spędziłam 1,5 godziny z nim i maluchem na rękach (nawet w czasie posiłku, jeden siedział na mnie, a drugi obok), przytulanie się, turlanie po podłodze i innego rodzaju wygłupy, które zaspokoiły ich tęsknotę za mną.

      Oczywiście, żeby dawać dzieciom tyle uwagi, to samemu trzeba dbać o siebie! I tu jest spory obszar do pracy. Ale na początek ważne jest, żeby nie być głodny, spragnionym, żeby robić coś relaksującego, np posłuchać ulubionej muzyki i pośpiewać (jak się da) miedzy wyjściem z pracy, a odebraniem dziecka, można nawet zrobić jakiś 5-minutowy spacer, czy posiedzieć i pooddychać w aucie, zanim odbierze się dziecko, żeby to było przyjemne doświadczenie.

      Ty I Twoja córka macie prawo źle się czuć po takim dniu. Wasze nieprzyjemne emocje są informacją, że Wasze potrzeby nie są zaspokojone. Trzeba dbać o siebie w miarę możliwości. Tylko spokojna mama może uspokoić niespokojne dziecko!

      Daj znać, czy moje słowa w czymś Ci pomogły?

      • Julka W

        Odpiszę w prywatnej wiadomości, bo nie wiem na ile disqus jest powiązany z meilem, nie chcę, żeby znajomi mogli to czytać.

Subscribe to our newsletter

Dlaczego tyjemy na wakacjach - 7 powodów

autoresponder system powered by FreshMail
 

Nawyki, które tuczą. Nawyki, które odchudzają.

   

autoresponder system powered by FreshMail
 

Zapisz się na newsletter.

   

autoresponder system powered by FreshMail
 

Nawyki, które tuczą. Nawyki, które odchudzają.

   

autoresponder system powered by FreshMail
 

30 strategii jak jeść, żeby się nie objeść.

Na co dzień i od święta.  

autoresponder system powered by FreshMail